kiełki-logo

Coś mi chyba kiełkuje…

Dzisiaj o kiełkach. Znane już w starożytnych Chinach, dotarły do nas i zrobiły furorę. Dostępne są wszędzie: w sklepach ze zdrową żywnością, hipermarketach, na bazarkach i w przydomowych warzywniakach. Co więcej, możemy założyć własną hodowlę kiełków i do tego będę dzisiaj namawiała.

Nie jest istotne z jakiego źródła pochodzą kiełki, ważne, aby  włączyć ja na stałe do naszego codziennego menu. Bo są tego warte. Kiełek, który  ”rwie się do życia”, wyciąga z ziarna wszystko, co najlepsze: witaminy, nienasycone kwasy tłuszczowe, makro- i mikroelementy, enzymy, białka i łatwo przyswajalne węglowodany. To bardzo skondensowana, prawdziwa bomba niezbędnych dla naszego organizmu elementów. I tak np. kiełki brokuła zapobiegają nowotworom, słonecznika – wzmacniają zęby i kości, zaś lucerny i soczewicy – polecane kobietom w ciąży i w czasie karmienia oraz osobom nie jedzącym mięsa. Wszystkie zaś wzmacniają nasz system odpornościowy, poprawiają pracę serca i kondycję skóry i włosów.

Mamy bardzo szeroką gamę kiełków: rzeżuchy, słonecznika, soi, pszenicy, fasoli Mung, soczewicy, ciecierzycy, siemienia lnianego, lucerny, owsa, kukurydzy, grochu, buraków i brokułów. Każdy rodzaj różni się wyglądem, wielkością i smakiem. Kiełki rzodkiewki, buraka, rzeżuchy i brokuła określiłabym jako wytrawne, o zdecydowanym, wyrazistym smaku. Łagodne, słodkawe i nieco „mączyste” są natomiast kiełki pszenicy, lucerny i soczewicy. Osobiście przepadam za kiełkami słonecznika, które mają nutę orzechową.

Przed rozpoczęciem własnej hodowli musimy zainwestować w kiełkownicę (dostępne w sklepach zielarskich, gdzie kupujemy też ziarna do kiełkowania). Moja kiełkownica (tu z zawartością – kiełki z fasoli Mung) wygląda tak:

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

To trzy plastikowe tacki z pojemnikiem na spływającą wodę na dole i pokrywką u góry. Tacki mają żłobienia, które sprawiają, że ziarna rozkładają się równomiernie. Każda tacka ma  otwór, przez który woda dostaje się na niższe „piętra”. Otwory zakończone są zdejmowanym „kapturkiem”. Ziarna płuczemy i równomiernie rozsypujemy na każdym „pięterku”. Można zrobić w tym samym czasie 3 różne rodzaje kiełków. Na górne piętro wlewamy ok. pół szklanki wody. Sprawdzamy czy woda przedostała się przez wszystkie warstwy. Czasami „wąsy” kiełków mogą zatkać otwory; trzeba wtedy udrożnić obieg – pokręcić kapturkiem, lub przetkać dziurki. To ważne. Kiełki podlewamy codziennie. Niektóre rodzaje kiełków wytwarzają biały meszek, który może przypominać pleśń, ale nie jest to oznaka zepsucia, po prostu „taka uroda”. Po 3 dniach mamy sporą ilość własnych kiełków, które starczą nam przynajmniej na 3 dni. W tym czasie powtarzamy „cykl produkcyjny”. Przed nowym wysiewem dokładnie myjemy kiełkownicę (ja nawet traktuję ją wrzątkiem).

Hodujemy i jemy. Kiełki dodajemy do wszystkiego: jako posypka do zup, sałatek, kanapek, jako składnik past, „smarowideł”, kremów czy omletów. Spożywamy na surowo lub delikatnie podsmażone (kiełków cieciorki nie można jeść na surowo) – 3 minuty, łyżka oleju, z dodatkiem soli i np. czosnku.  Są pyszne, wartościowe, pożywne i … ładnie wyglądają. Spójrzcie na moją zupę z kiełkami słonecznika:

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

i fasolki Mung:

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

W tej chwili nie wyobrażam sobie dnia bez kiełków, spróbujcie również. Powodzenia!

Marzena MrozowiczCoś mi chyba kiełkuje…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *